National Volcanic Monument Mount St. Helens

This slideshow requires JavaScript.

Kiedyś, przez przypadek, przeczytałem informację dotyczącą wybuchu wulkanu St. Helens w Stanie Washington. Gdy się dowiedziałem, że była jedna z pierwszych na świecie przewidywanych erupcji, wiedziałem, że musimy tę górę (wulkan) zobaczyć na własne oczy. I tak się stało. Podczas jednej z podróży do Stanu Washington pojechaliśmy w tamte okolice. W niedużym centrum informacyjnym dowiedzieliśmy się sporo szczegółów dotyczących samej erupcji wulkanu, a także tego, jak przyroda radziła i radzi sobie, po wybuchu wulkanu. Przejechaliśmy przez “las”, który był (przed wybuchem w dniu 18 Maja 1980 roku) dużym skupiskiem drzew. Pierwszym wrażeniem była myśl że ktoś “przyjechał” po drzewach magiczną piłą i ściął je na jednej wysokości, zostawiając sporej wysokości pnie “na pamiątkę” tego wydarzenia. Minęło tyle lat, a drzewa wyglądają jakby katastrofa nastąpila tydzień temu. Dziś trudno sobie wyobrazić słup dymu i popiołów o wysokości 18 kilometrów. Po pomiarach dokonanych po wybuchu okazało się, że góra jest niższą aż o 400 metrćw. Woda w pobliskim jeziorze, którego powierzchnia podniosła się o kilkadziesiąt metrów, zagotowała się, a wszystkie ryby mające to jezioro za swój “dom”, ugotowały się w ciągu kilku sekund. Pomimo ewakuacji miejscowej ludności na prawie dwa tygodnie przed katastofą, w wyniku erupcji wulkanu zginęło 57 osób. Głównie to ludzie do których nie udało się dotrzeć na czas z ostrzeżeniem gdyż żyli w osamotnieniu, najczęściej własnym rytmem, dyktowanym przez matkę naturę. Napewno nie zazdroszczę naocznym świadkom wybuchu wulkanu, bo zdecydowanie wolę ogladać ten moment na zdjęciach, z dala od epicentrum wydarzeń. Patrząc na okolice St. Helens po wielu latach od tamtego wydarzenia, samo nasuwa się stwierdzenie, że człowiek nie jest w stanie wygrać z matką naturą. Jest od nas dużo silniejsza, a jej potęgi nie jesteśmy w stanie dorównać nawet przy bardzo zaawansowanej technice. W lutym 2005 roku St. Helens „odezwał” się ponownie, ale tym razem z dużo mniejszą siłą. Kiedy i z jaką mocą wybuchnie ponownie nie jesteśmy w stanie przewidzieć z dość sporym wyprzedzeniem, dlatego może warto odwiedzić National Volcanic Monument Mount St. Helens przy najbliższej okazji. Kto wie czy za tydzień, za miesiąc albo za rok, widok na wulkan i okolicę będzie takim samym, jak podczas naszej podróży, czy będzie on diametralnie innym?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *