Queen Mary

This slideshow requires JavaScript.

Do Long Beach jechaliśmy z mieszanymi uczuciami. Wiele dobrych, ale i nieprzychylnych opinii o Queen Mary słyszeliśmy przez wiele lat. Wreszcie zdecydowaliśmy się, aby zobaczyć ten, swego czasu, największy statek pasażerski na świecie, aby mieć własną opinię na jego temat. Już na pierwszy rzut oka statek sprawia wrażenie ogromnego. I takim jest w rzeczywistosci. Pomimo sporej ceny za bilet wstępu (najtańsza wejściówka $27) uważamy, że warto spędzić na statku kilka godzin, zapoznając się z jego historią, poznać tajniki maszynerii, zjeść lunch czy obiad na pokładzie. Queen Mary został zbudowany w stoczni John Brown na Clyde, w Szkocji. W swόj pierwszy rej wyruszył z South Hampton (Anglia) w 1937 roku. Pływał aż do wojny na trasie z Europy do Ameryki, by w latach 1940 – 1944 służyć jako transportowiec wojskowy. Ponownie wrócił na „starą” trasę oceaniczną w 1945 roku, aby przewozić turystów, których stać było na zapłacenie za bilet w klasie pierwszej, drugiej, czy tylko trzeciej. Mając doświadczenie w pływaniu na wycieczkowcach (na rόżnych trasach od Karaibόw po Kanał Panamski i Alaskę), nie trudno nam było ocenić wartość podroży Queen Mary. Ocena ta wyszła na korzyść Queen Mary, bo chociaż współczesne statki są równie wielkie i luksusowe, to Queen Mary ma to coś szczególnego, czego nie mają pozostałe statki. Może to „duchy” statku, których jest podobno wiele? Może to bardzo drobiazgowe i staranne „wykończenie” każdego detalu? Tego nie da się opisać prostymi słowami. To trzeba ”poczuć” osobiście. Tu, na miejscu. Jeszcze dziś, po tylu latach stania w porcie, statek sprawia wrażenie gotowego do podniesienia kotwicy. Nie mogliśmy obejrzeć kabin, ponieważ są wykorzystywane jako pokoje hotelowe, ale domyślamy się, że nie są przeciętne. Zreszta na tym statku nic nie sprawia wrazenia przecietnego, pospolitego. Tu w każdym calu czuje się dystans do przemijającego czasu. Czas się tu „zatrzymał”, albo, po prostu, biegnie swoim rytmem. W roku 1967 Queen Mary przeszła na „emeryturę”, sprzedana za 3.45 miliona dolarów. Swój ostatni rejs miała z przygodami. Kiedy statek dopłynął do Kanału Panamskiego, okazało się, że …jest za szeroki (albo – jak – kto woli, Kanał jest za wąski). Nie było więc innej możliwości i rejs się „przedłużył”, bo Queen Mary musiała opłynąć Amerykę Południową, aby dotrzeć do miejsca spoczynku (Long Beach, Kalifornia). Była to 1001 „przeprawa” statku przez Ocean Atlantycki. Już w 1971 roku hotel i muzeum otworzyły swoje podwoje dla turystów. Zwiedzających przybywało każdego roku. I tak jest do dzisiaj. 6 różnych „tras” po statku, albo trasa bez przewodnika, ale za to z audio przewodnikiem. Do wyboru narrator w 6 językach (niestety nie ma wśród nich języka polskiego). Queen Mary może być również miejscem gdzie można wziąć ślub, czy urządzić bankiet. Jednak przede wszystkim jest to statek (pomimo, że już nie pływa w regularne rejsy). Wśród zwiedzających statek słyszy się rozmowy w różnych językach. Nie brakuje tu zwiedzających całymi rodzinami. Ot, takie miejsce dla każdego, bez względu na wiek czy zainteresowania. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Pomimo, że za parking trzeba zapłacić kolejne $15 od samochodu, chętnych na spędzenie czasu w tym szczególnym miejscu – nie brakuje. Tuż obok Queen Mary jest nadbrzeże, z którego odpływają statki wycieczkowe w rόżne trasy. Nawet przez moment przeszła mi taka myśl: czy Quenn Mary „widząc” wypływający statek z portu nie czuje się „pokrzywdzona” przez los, bo już sama nigdzie nie wypływa? A może mi się to tak tylko wydawało? Może to tylko moja wyobraźnia?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *